Nie mam imienia, za to posiadam nazwę. Proszę zgromadzonych gości o brawa na zachętę, nisko się kłaniam, odrzucam kapelusz za kulisy. Snop światła skupiony na mnie, a zza pleców dobiega dźwięk – tylko jeden: samogłoska “a” okraszona gardłowymi piskami i powarkiwaniem. Odstępuje w bok i oczom widowni ukazuje się pusta klatka. Tak to moje wnętrze Panie i Panowie, nakrywam ją płaszczem, popukuje magiczna pałeczka, dźwięk gaśnie. Odpinam jedną ręka bluzkę, ukazując podłużną ranę zaczynająca się tuż nad obojczykiem, a kończącą w klatce. Lecz widzowie końca nie zobaczą, bo jestem kiepskim magikiem. Klatka nadal pozornie pusta, co rozczarowałoby publiczność. Mogli by zażądać zwrotu pieniędzy za bilety. Mogli by mnie też wygwizdać. Mogliby też chcieć siła wymusić na mnie jakieś zabawne zakończenie. Głośno wzdycham i zaczynam śpiewać. Są zachwyceni i zapominają o nieudanej sztuczce z rana.
Po przedstawieniu wracam z raną i klatka do garderoby,
— Ej, ptaszki dziś się nie udało
— No…
— chcecie po ciastku?
— Tak.
Oklaski!
Projekt/wykonanie: Ada Lisowska i Aneta Lis-Marcinkiewicz
Foto: Marta Sulkowska
Tekst: bb valentine











Dziewczyny, nie wiem co to jest, mogę się jedynie domyślać, ale z tego powodu wygląda właśnie intrygująco i mi akurat przypomina… hmmm… kokon pająka? Albo pajęczycy.
Ach już wiem, to przecież wagina-pożeraczka! AAA!!!
Pozdrawiam
tak nam po lekturze wujka Edgara jakoś wyszła ta Berenika… :) ale trzymamy Ją w klatce